Witold Gombrowicz

2010
05.13

WITOLD GOMBROWICZ, pisarz polski (jak nostalgicznie siebie nazywał) przyszedł na świąt 4 sierpnia 1904 roku w Małoszycach koło Ostrowca Świętokrzyskiego (województwo świętokrzyskie) w zamożnej ziemiańskiej rodzinie. Witold Marian Gombrowicz, najmłodszy wśród czwórki dzieci Jana i Marceli Antoniny (z Kotkowskich) Gombrowiczów. To była dobra polska szlachecka rodzina, w której kultywowano wartości patriotyczne: dziadek Witolda- Onufry Gombrowicz był bogatym obywatelem Kowieńskiej Guberni (jak to kazał wyryć sobie na nagrobku), jednak nie omieszkał czynnie poprzeć zrywu Powstania Styczniowego, po którego upadku, doznał szykan i kłopotów ze strony carskich zarządców polskiej Litwy, ba groziło mu nawet zesłanie – chyba cudem zdołał się przed nim uchronić, jednak jego litewskie latyfundia- Lenogiry, Mingayłów i Wysoki Dwór zostały skonfiskowane przez carat, on zaś z rodziną musiał uciekać w ówczesne Sandomierskie. Następnie, jego syn Jan, ojciec Witolda powiększył rodzinny majątek o wieś Małoszyce, położoną 20 kilometrów na zachód, bezpośrednie okolice Ostrowca Świętokrzyskiego. Rodzinne groby Gombrowiczów znajdują się na przykościelnym cmentarzu w Przybysławicach, w dość opłakanym niestety stanie. W Małoszycach, w okazałym ziemiańskim dworku gospodarował syn Onufrego – Jan- ojciec Witolda, a że był zdolnym i pracowitym człowiekiem, szybko pomnożył majątek i łatwo zorientował się, że w dobie przemysłowego kapitalizmu trzeba inwestować nie tylko w ziemię i z ziemianina zmienił się w bogatego przemysłowca, prezesa centrali złomu na całą Polskę (w pobliskim Ostrowcu Świętokrzyskim w owych czasach dobrze rozwijał się przemysł hutniczy i złom był na wagę złota) właściciela kilku fabryczek, w tym nabytej specjalnie na zabezpieczenie przyszłości Witolda – fabryki tektury w nieodległej wsi Doły Biskupie – nazwanej Witulin, na cześć najmłodszego syna.

Jan, ojciec Witolda Gombrowicza był postawnym, przystojnym mężczyzną.

„rosły i elegancki pan, rodzaj urody męskiej, który podoba się kobietom, które podziwiają zarówno okazałość kształtu, ileż arystokratyczne wydelikacenie szczegółów”

(cyt. Pornografia)

„Mój ojciec? Piękny mężczyzna, rasowy, okazały, a też poprawny, punktualny, obowiązkowy, systematyczny, o niezbyt rozległych horyzontach, niewielkiej wrażliwości w rzeczach sztuki, katolik, ale bez przesady”

(cyt. Rozmowy z Dominikiem de Roux).

Prowadził on aktywne życie, nieczęsto bywał w domu, a i relacje między nim a żoną, matką Witolda stawały się coraz to chłodniejsze, zapewne nie z jego przyczyny. Witold więc widywał ojca nieczęsto i zdany był na matczyne wychowanie- kobieta ta była niewątpliwie inteligentna i wrażliwa, a i zdecydowanie o neurastenicznej osobowości.

“A moja matka była żywa, wrażliwa, obdarzona dużą wyobraźnią, leniwa, niezaradna, nerwowa (i bardzo) pełna urazów, fobii, iluzji. Miała też jedną cechę wysoce drażniącą, należała mianowicie do osób, które nie umieją zobaczyć siebie takimi, jakimi są. Więcej ona widziała siebie akurat na opak – i to już miało cechy prowokacji. Z natury była, jak się rzekło, leniwa i niezaradna, a że w owych proustowskich czasach służby było dużo, jej rola sprowadzała się do wydawania zaleceń kucharzowi, pokojówce, czy ogrodnikowi. Nie przeszkadzało jej to mówić, że “wszystko na mojej głowie”, że praca uszlachetnia”, że “ogród w Małoszycach to moje dzieło”, że “na szczęście jestem dość praktyczna”. Imponowało jej to, czym nie była. Jej ideałem był typ matrony o niezłomnych ideałach i zasadach (katolickich), oddającej się obowiązkowi, poświęcającej dla rodziny. Sport wciągania mojej matki w absurdalne dyskusje był jednym z pierwszych moich artystycznych (i dialektycznych) wtajemniczeń”

(cyt. Rozmowy…)

Tak oto daleki obraz ojca, niedosiężnego ideału mężczyzny atrakcyjnego i przedsiębiorczego zdobywczego, dominującego i nieobecnego oraz bliska obecność nadopiekuńczej matki, która z lubością ubierała małego Witolda w dziewczęce ubranka, ukształtowały zręby osobowości pisarza – człowieka, którego domeną stały się genialne intelektualnie zabawy z logiką i międzyludzkimi sytuacjami oraz precyzyjna, dogłębna obserwacja i analiza relacji międzyludzkich, a jednocześnie pewna bezradność i wstydliwość w realnych sytuacjach interpersonalnych:

„Nie dopuszczałem nikogo do tego czegoś we mnie, co było niejasne, odrębne, i za nic nie chciało wydostać się na światło dzienne. I jeszcze jedno: zupełnie niezdolny byłem do miłości. Miłość została mi odebrana na zawsze i od samego zarania, ale nie wiem, czy to dlatego, że nie umiałem znaleźć na nią formy, właściwego wyrazu, czy też nie miałem jej w sobie. Nie było jej, czy ją w sobie zdusiłem? A może matka mi ją zabiła?”

(cyt. Rozmowy…)

Ten skomplikowany dość układ stosunków rodzinnych był zapewne poznawczym szablonem obrazu świata, w którym dzieje się Międzyludzka Forma- kluczowy teoremat twórczości Gombrowicza- czyli ciągłe i wzajemne zniekształcanie relacji i obrazów ludzi, deformujących się wzajemnie poprzez nakładanie społecznych i psychologicznych masek na niedosiężne autentyczne „Ja” w ciągłej walce o zaistnienie w relacji z innymi i narzucenie bezpiecznej i pożądanej relacji „niepoddanego” albo „dominującego”.

Lata szkolne Witold spędził w Warszawie i niczym się wówczas poza nieśmiałością nie wyróżniał, takoż i lata studenckie- studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim i już wtedy wyraźnie aspirował ku elitom polskiego społeczeństwa, szczególnie literackim, a jednocześnie bał się, że jest „nie dość” dobry.

Przełom nastąpił w 1933, gdy ukazała się pierwsza książka Gombrowicza- zbiór opowiadań „Pamiętnik z okresu dojrzewania”. Opowiadania zastały przyjęte ze sporym zainteresowaniem przez literackie środowisko Warszawy, co pozwoliło Witoldowi wyruszyć na podbój tego świata i jego literackich kawiarni- Ziemiańska i Zodiak stały się jego światem i polem, na którym uprawiał swoją sztukę interpersonalnej twórczości przy kawiarnianym stoliku w gronie młodych aspirantów literatury i sztuki.

W roku 1935 Gombrowicz opublikował w „Skamandrze” swój pierwszy dramat „Iwonę, księżniczkę Burgunda”. Utwory te wskazują na wielki talent i na specyficzny obraz świata autora- świata pełnego absurdu i opresji oraz uzależnienia jednostki od sposobu widzenia go przez innych ludzi, ale z dzisiejszej perspektywy całości wielkiego dzieła Gombrowicza, wydają się utworami jednak błahymi i zaledwie parodiami rzeczywistości psychologicznej ludzi, bo to, jak widać w tych utworach stało się punktem centralnym dociekań autora.

W 1937 roku ukazała się powieść „Ferdydurke” i niewątpliwie przysporzyła autorowi sławy i uznania, to był kolejny przełom, wejście w obszar prawdziwej literatury. „Ferdydurke” w powszechnej świadomości jest najlepiej znanym utworem Gombrowicza a jej satyryczne ostrze do dziś nic nie straciło na aktualności. A co ważne był to pierwszy utwór, w którym autor wyraźnie pisze o sobie i kłębowisku myśli i emocji kotłujących się w nim samym. Ale znowu, z całym szacunkiem dla „Ferdydurke”, czy, mimo wszystko, nie jest ona przede wszystkim jednak tylko satyrą na absurdy i pozy rzeczywistości. Gęba, pupa, upupienie, pojedynek na miny do dziś żywo funkcjonują w polskim i europejskim kulturowym obiegu, bawią i uczą, ale ciągle nie jest ta powieść utworem geniusza genialnie analizującego mechanizmy świata i zachowania ludzi.

No i jeszcze „Opętani” powieść rozrywkowa, kryminalna, gotycka, romansidło publikowane pod pseudonimem i zarazem wnikliwy i wielki traktat o plotce oraz jej psychologicznych mechanizmach, publikowana w codziennej gazecie, podobno tylko dla pieniędzy, ale poruszająca wszystkie znamienne wątki tematyczne poważnej twórczości autora „Pornografii” i używająca ulubionej przez niego formy parakryminału, powstała w 1938/39 roku, pyszna i cudownie zabawna.

W lipcu 1939 roku Witold Gombrowicz wsiadł na statek „Chrobry” i popłynął do Buenos Aires i został w Argentynie na następne 23 lata, najpierw trochę przypadkowo i trochę jako dezerter, potem jako rozbitek zawieruchy II wojny światowej, potem jako uchodźca i wreszcie jako emigrant z komunistycznej powojennej Polski. Żyjąc w biedzie, czasem i nędzy, nie zapomniał Gombrowicz o kawiarnianym życiu, w dzielnicy portowej Retro miał swój stolik, gdzie zaczęli gromadzić się (jak w Ziemiańskiej) wokół niego młodzi argentyńscy intelektualiści i literaci, którymi się bawił i których pouczał, i którzy pozwalali mu utrzymać poczucie własnej wartości, oni byli mu potrzebni bardziej niż on im.

Rodzina Witolda pozostała w Polsce, w wojnie i po niej utraciła wszystko, posiadłości, fabryki i kamienice, właściwie bez środków do życia Gombrowiczowie porozrzucani po Polsce w nędzy pełnej upokorzeń wiedli życie, jakiego nigdy wcześniej nie znali, ludzi biednych i napiętnowanych swoim przedwojennym statusem bogatych kapitalistów. O dziwo, Witold, sam w biedzie, nie zapomniał o rodzinie i przysyłał z dalekiej Argentyny po kilka dolarów, które jego matce, siostrze i bratu ratowały życie. Witold Gombrowicz, który w każdym swoim utworze kpił i walczył z rodzinnymi więzami (to właśnie dowodzi jak niepowierzchowna i osobista jest twórczość autora, jak dotyczy ona nie sfery faktów, ale sfery mechanizmów psychologicznych głęboko za faktami leżącej- Gombrowicz walcząc z ideą rodziny, nigdy nie przestał być swej rodziny odpowiedzialnym członkiem).

W 1947 roku ukazał się „Ślub” najważniejszy (obok „Wesela”) w XX wieku polski dramat i jedna z najważniejszych sztuk całej literatury powszechnej wieku totalitaryzmu, walki, zagłady i problemu odpowiedzialności. Wszystkie te tematy są w „Ślubie”, te i wiele innych, no i oczywiście wielki wykład Gombrowicza o Międzyludzkiej Formie.

„Ślub zacząłem już podczas wojny. Komponował mi się zwolna i dorywczo w mojej egzystencji argentyńskiej z dnia na dzień. Wzorem był mi Faust i Hamlet, ale jako format jedynie; mnie szło o napisanie „wielkiego” wielkiego „genialnego” dramatu, powracałem myślą do tych dzieł, nabożnie w młodości czytanych. I mojej wielkiej ambicji towarzyszyła jakaś chytrość, chytre domniemanie, że łatwiej napisać dzieło „wielkie” niż „dobre”. Genialność wydała mi się łatwiejsza. Ukazać ludzkość w jej przejściu od Kościoła Boskiego do Kościoła Ludzkiego…odmalować lęki i zgrozy człowieka wobec świata nadchodzącego, w którym on sam będzie sobie Bogiem i panem. dają się dostrzec mechanizmy nowoczesnego stawania się człowieka i ludzkości. Nieustanna obecność Formy na scenie jest spiritus movens dramatu. Człowiek mówi coś i przystosowuje się do tego, co powiedział. Nieustanna konieczność organizowania rzeczywistości w jakiś kształt dorzeczny przyświeca temu stwarzaniu się dramatu na scenie.”

(cyt. Rozmowy…)

I rzeczywiście powstał utwór niezwykle ważny, mądry i genialny, jakże ubogi byłby polski teatr bez tego niezwykłego utworu.

Następny utwór to powieść tragikomiczna „Trans-Atlantyk” o konieczności zastąpienia niewydolnej Ojczyzny możliwą Synczyzną, utwór w którym Gombrowicz błyskotliwym językiem rozprawia się z narodową tromtadracją i zaściankową perspektywą wylęknionych, niepewnych siebie Polaków, kurczowo trzymających się dawno zużytych form i idei życia społecznego, i coraz bardziej grzęznących w absurdzie „starego”. Gombrowicz woła „a niech co nowe będzie”, bo to, co jest, to co polskie, nijak nie może sprostać wymaganiom rzeczywistości. „Trans-Atlantyk” to wielka rozprawa z Polskością, Polską i ich społecznymi mechanizmami.

Ale następna powieść „Pornografia” wydana także z Argentyny w 1958 to już najprawdziwsze arcydzieło. Tu zaczyna się najwybitniejszy okres twórczości Gombrowicza. „Pornografia” wzbudziła wiele kontrowersji, nawet ówczesny nadworny krytyk Gombrowicza w Polsce- Artur Sandauer, odsądził ten utwór od czci i wiary. Dotąd większość utworów (poza „Ślubem” a z „Ferdydurke” na czele) miała charakter satyryczny. Gombrowicz wykpiwał społeczne i osobiste zakłamanie rodaków, postulując dość łatwe rozwiązania- Synczyzna! Teraz jego twórczość stała się bardziej radykalna, wręcz rewolucyjna w proponowanej zmianie perspektywy myślenia o rzeczywistości. Gombrowicz proponuje nam zastąpienie dotychczasowego porządku społecznego, stworzeniem nowego świata, gdzie Człowiek zajmie miejsce centralne, zamiast dominujących stereotypów ideologicznych (np. Bóg, Sztuka, Naród, Proletariat) i poprawności zasad fałszywej moralności lub tradycji. Ale już nie człowiek abstrakcyjny- jak trochę Henryk w „Ślubie”, tylko Człowiek Autentyczny- młody, tj. taki, który jest sobą, a nie rolą i funkcją społeczną. Radykalizm „Pornografii” jest do dziś niezmiennie aktualny i warto tę powieść ciągle na nowo czytać, aby bronić się przed duszącym gorsetem społecznych stereotypów. A przy tym powieść ta jest napisana niezwykle bogatym, poetyckim językiem i ma charakter powieści sensacyjnej. A o sprawie, która dręczyła Sandauera, Gombrowicz, przecież napisał w przedmowie:

“Pornografia dzieje się w Polsce za lat wojennych. Dlaczego? Trochę dlatego, że klimat wojny dla niej najwłaściwszy. Trochę, że to jednak polskie- i nawet może pomyślane było, w pierwszym rzucie, odrobinę na wzór taniego romansu z gatunku Rodziewiczówny, czy Zarzyckiej (czy to podobieństwo zanikło w późniejszym opracowaniu?). A trochę na przekór – żeby podsunąć narodowi, iż w jego łonie zmieszczą się inne konflikty, dramaty, idee, oprócz tych teoretycznie ustalonych. Tej Polski wojennej nie znam. Nie byłem przy tym. W ogóle Polski od 1939 r. nie oglądałem. Opisałem to tak, jak sobie wyobrażam. To więc jest Polska imaginacyjna – i nie przejmujcie się, że czasem pomylone, czasem może fantastyczne, bo nie o to chodzi i to zupełnie bez znaczenia dla spraw się tutaj odbywających. Jeszcze jedno. Niech nikt nie doszukuje się w wątku związanym z Armią Krajową ( w drugiej części) intencji krytycznej lub ironizującej. AK może być pewna mojego szacunku. Wymyśliłem tę sytuację – która mogłaby się zdarzyć w jakiejkolwiek organizacji podziemnej – gdyż tego wymagała kompozycja i jej duch, w tym miejscu trochę melodramatyczny. AK, czy nie AK, ludzie są ludźmi – wszędzie przytrafi się wódz, tchórzem nawiedzony, lub morderstwo dyktowane konspiracją W.G.”

Już wcześniej Gombrowicz nawiązał kontakt z Instytutem Literackim Giedroycia i Paryską Kulturą, gdzie od 1953 roku ukazywał się jego „Dziennik”. Później wydany w zwartej formie, w trzech tomach, stał się kolejnym sławnym dziełem pisarza. Przez wielu czytelników „Dziennik” uważany jest za największe i najważniejsze dzieło Witolda Gombrowicza. Jest to niezwykły zbiór esejów i osobistych wypowiedzi na temat własnej twórczości, kultury i sztuki, filozofii i psychologii. Utwór, może nie tyle genialny, co pokazujący genialność Gombrowicza, przenikliwość jego umysłu, skłonność do automistyfikacji, świadectwo trudnej walki jaką prowadził o siebie z dominującym nurtem kultury europejskiej i szczególnie polskiej, explicite przedstawiający jego psychologiczną filozofię stosunków międzyludzkich, wreszcie jego życie i jakbyśmy dziś powiedzieli, obywatelską postawę „nauczyciela Polaków”- jak wyzwolić się z polskich kompleksów. „Dziennik” także i dziś nabiera szczególnego znaczenia, gdy większość diagnoz i postulatów jego autora jest w Polsce europejskiej paląco aktualna. Dziennik pisał Gombrowicz do 1966 roku.

Wrócił natomiast w 1963 roku dzięki stypendium Forda, które otrzymał na podróż i roczny pobyt w Berlinie. Do Polski jednak nie dotarł. W Berlinie pisarz kończył jeden z najważniejszych utwór „Kosmos”. Niezwykły, najcieplejszy chyba utwór, mimo mrocznej fabuły, w dorobku pisarza, rodzaj rozliczenia się z własnym życiem i zarazem fascynujący traktach filozoficzno- psychologiczny o konstruowaniu obrazu świata przez kształtujący go umysł człowieka. „Kosmos” przyniósł autorowi międzynarodową Nagrodę Wydawców (Nobla nie zdążył już otrzymać) i sławę w kręgach europejskich intelektualistów.

Powoli twórczość Gombrowicza zaczyna być dostrzegana niejako na nowo i właściwie doceniana, a jej znaczenie ciągle rośnie. Głębia myśli, polot i nowatorstwo autora „Ferdydurke” nie mają sobie równych we współczesnej literaturze światowej, a problematyka jego utworów i jej precyzyjne ujęcie do dziś stanowią wzór niedościgły i ważny ze względu na aktualne przesłanie. Gdybyśmy tak naprawdę chcieli, bardzo wiele moglibyśmy się od Gombrowicza dowiedzieć o nas samych i nauczyć o świecie, który nas otacza i może lepiej i mądrzej by się nam żyło.

W roku 1966 okazała się jeszcze trzecia sztuka teatralna autora- „Operetka”, w formie operetki zapisana historia kultury europejskiej XX wieku i apoteoza wdzięku, naturalności, autentyczności i młodości. Utwór o tyle zabawny, co niezwykle trudny dla współczesnego teatru, który na ogół nie jest w stanie dobrze pokazać wszystkich warstw intelektualnych tego utworu.

W 1964 roku Gombrowicz zamieszkał na stałe we Francji, gdzie długo chorując na astmę, zmarł w lipcu 1969 roku, mając prawie dokładnie 65 lat. Był pisarzem i myślicielem genialnym. Mistrzem w używaniu języka polskiego. Człowiekiem przenikliwie mądrym, zwykle po prostu nie rozumianym i dość skomplikowanym w codziennym kontakcie. Jakże marna byłaby polska sztuka, literatura, dramaturgia i teatr, myśl społeczna i codzienna kawiarniano- salonowa kultura, gdyby nie obecność Witolda Gombrowicza. Jakże wiele mu zawdzięczamy. I jakże wiele możemy się nadal od niego dowiedzieć.

A gdyby tak wyciągnąć radykalne wnioski z postulatów Gombrowicza dotyczących form stosunków międzyludzkich, i gdyby te wnioski zastosować w codziennym życiu, jakże łatwiejszy, piękniejszy i mądrzejszy byłby nasz świat.

Comments are closed.